"20 marca zamknięto główny ciąg Estakady Kwiatkowskiego na trzy miesiące. Remont konieczny, ale sposób, w jaki o tym mówią Władze Miasta jest już dyskusyjny." - podkreśla Jakub Ubych, radny Gdyni.
Sprawa remontu gdyńskiej Estakady Eugeniusz Kwiatkowskiego to problem, z którym musi mierzyć się obecna władza. Już straciła 2 lata. W tym czasie Aleksandra Dulkiewicz w Gdańsku "zbudowała od podstaw" Estakadę na ul. Elbląskiej. W Gdyni natomiast cały czas trwają dyskusje i są składane deklaracja, z których tak naprawdę nic nie wynika.
Łącząc marketingowo Estakadę z Drogą Czerwoną władze miasta wtórują politykom i uspokajają. Są opowieści o występowaniu o zgody i uwarunkowania. Jednak nadal nie wiadomo co konkretnie (oprócz opowieści z mchu i paproci) zostało już zrobione. Tym ani Aleksandra Kosiorek, ani Tadeusz Szemiot jakoś się nie chwalą.
Po niecałym tygodniu zamknięcie głównego ciągu Estakady Kwiatkowskiego radny Ubych zdiagnozował sytuację.
"Z komunikatów można odczytać, że utrudnienia są... no właśnie, jakie? Punktowe. Węzeł Kwiatkowskiego-Hutnicza, łącznice, chwilowe zatrzymania. "Rozumiemy emocję" czy "Dziękujemy za zrozumienie".
Problem w tym, że to nie jest problem punktowy, a obszarowy.
Rano: nawigacje w ogóle nie pokazują Trasy Kwiatkowskiego. Algorytm decyduje za kierowcę i kieruje go na Wielkopolską, Morską, Chylońską, Chwarznieńską. Wszystkie naraz, a do tego szukający ucieczki przez Hutniczą i to każdego dnia.
Po południu: to nie tylko Wiśniewskiego i Hutnicza stoją. Morska korkuje się od Śródmieścia. Kierowcy szukają wjazdu na Obwodnicę i dociążają każdy możliwy dojazd do niej.
Największy przegrany poza mieszkańcami północy? Chylonia. A także poranna zmiana jadąca do pracy. Port, Stocznia, Port Wojenny. Ludzie bez możliwości pracy zdalnej i bez elastyczności godzinowej, która byłaby teraz luksusem. Dla nich mówienie o alternatywach to slogan.
Tysiące pojazdów na godzinę w jednym kierunku w szczycie, tyle przejeżdżało Estakadą. I one nie zniknęły, a w tym samym czasie rozlały się po całym mieście.
Remont był konieczny, ale narracja już niekoniecznie taka. Miasto powinno mówić wprost o skali, nie gasić ogień słowem "rozumiem". Mieszkańcy północnej Gdyni zasługują na rzetelną informację i realną odpowiedź, nie na komunikat prasowy.
Czy można było inaczej rozwiązać organizację ruchu? Jestem zdania, że w przypadku takich sytuacji trzeba oceniać przede wszystkim godziny szczytu. Choć to może nieść ryzyko maksymalnie wydłużyć zielone na wprost przy Hutniczej, aby "przepychać" ruch do Portu. Do tego przed rozpoczęciem prac - przeprowadzić rozmowy z przedsiębiorstwami z Hutniczej czy jest szansa na czasową zmianę harmonogramów i rozpoczynanie pracy o 8.30. To mogłoby dać przez 3 miesiące ogromne oszczędności czasu, a także mniejsze emocje.
Gdy w poprzedniej kadencji pracowaliśmy np. nad Chwarznieńską - godziny wprowadzania utrudnień były często wyliczane na bazie obserwacji z tygodni poprzedzających." - podsumował Ubych.
* * *
I teraz gdyby ktoś chciał powiedzieć, że Gdyni jest kompetentnie zarządzana, to najpierw powinien pojechać na "Sreberko", by zbadać się zanim będzie wygłaszał komunały wyssane z palca. Miasto organizacyjnie leży i kwiczy... Czego przykładem było spotkanie przedstawicieli ratusza z mieszkańcami Kaczych Buków. Takie absurdalne sytuacje można mnożyć i mnożyć.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu dziendobrypomorze.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz