Paweł Musiał bardzo trafnie opisał sytuację, do której doszło podczas uroczystej sesji Rady Miasta Gdyni, w czasie której oficjalnie rozpoczęto świętowanie stulecia miasta z morza i marzeń.
Musiał znakomicie zdiagnozował poziom strachu obecnych władz miasta przed Wojciechem Szczurkiem. Można wręcz postawić tezę, że rządząca Gdynią koalicja wpada w jakiś rezonans paniki, która może mieć dla niej nieodwracalne skutki.
Nagminne wymazywanie do niczego i tak nie doprowadzi. Gdynianie będą pamiętać. Szybciej sami wymażą z pamięci obecne władze, które tyle obiecywały, a póki co generują jedynie coraz większy chaos.
"Są w historii miast momenty, kiedy pamięć zaczyna działać wybiórczo, zaskakująco skutecznie tam, gdzie komuś to wygodne. Ostatnia uroczysta sesja Rady Miasta Gdyni była pod tym względem ciekawym spektaklem. Na scenie: jubileusze, prezentacje, wielkie słowa o ciągłości, tożsamości i wspólnotowości. W tle – ten, którego imienia się nie wymawia. Jak Voldemort z „Harry’ego Pottera”.
Wojciech Szczurek – prezydent przez 26 lat – nagle stał się postacią, o której mówi się półgłosem albo wcale. A przecież gdy na slajdach przewijały się Park Centralny, Pomorski Park Naukowo-Technologiczny czy informacja o staraniach o wpis modernistycznego Śródmieścia na listę UNESCO, trudno było oprzeć się wrażeniu, że oglądamy album rodzinny, z którego ktoś starannie wyciął jednego z głównych bohaterów. Zdjęcia zostały, podpisy już niekoniecznie.
Paradoks polegał na tym, że kiedy Minister Edukacji Barbara Nowacka po prostu wymówiła jego imię i nazwisko, sala zareagowała spontanicznie: aplauz, brawa, coś na kształt zbiorowego „no wreszcie”. Czuło się, że pamięć mieszkańców jest mniej podatna na edycję. Można zmieniać narracje, ale trudno zmienić fakty, które stoją w betonie, rosną w parkach i działają w instytucjach.
Historia miast nie jest prywatnym notesem żadnej ekipy. To raczej kronika pisana przez kolejne pokolenia – z błędami, sporami i sukcesami, które rzadko mają jednego autora. Próby wymazywania poprzedników zwykle kończą się tak samo: chwilowym komfortem dla wymazujących i długim niesmakiem dla obserwatorów. Bo to trochę jak w piaskownicy: „nie lubię cię, więc nie powiem nikomu, że budowaliśmy ten zamek razem”. Tyle że w dorosłym świecie piaskownice mają fundamenty, a pamięć bywa zaskakująco trwała.
Gdynia powstawała dzięki wielu ludziom – tym sprzed stu lat i tym sprzed dekady. I naprawdę nic się nie stanie, jeśli w miejskiej opowieści zmieści się więcej niż jedno nazwisko naraz. Przeciwnie, miasta, które potrafią uczciwie opowiadać o swojej przeszłości, zwykle lepiej radzą sobie z przyszłością. A te, które bawią się w historyczne „delete”, prędzej czy później odkrywają, że kosz systemowy też ma swoją pamięć."
I tu niczego nie trzeba dodawać!
foto Pexels / pixabay.com
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu dziendobrypomorze.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz