Od kilku dni trwa już w Gdyni rok urodzinowy. Młode miasto, a jednak powstałe jako konieczność w czasach II Rzeczypospolitej. Ówczesna Polska musiała mieć port i duży, silny ośrodek miejski na polskim Pomorzu. Z małej rybackiej osady powstała aglomeracja, która również dziś jest liczącym się miejscem na mapie kraju. Port, węzeł kolejowy, wojsko, Stocznia Wojenna, Festiwal Polskich Filmów Fabularnych - to symbole i marki budujące wizerunek Gdyni.
Jakub Ubych scharakteryzował relacje mieszkańców ze "swoim" miastem. Bardzo trafnie określił powstawanie tożsamości i budowanie dziedzictwa. Wszak 100 lat to bardzo krótki okres. Jednak dla Gdyni, która mierzyła się już z wieloma wyzwaniami, również tragicznymi, jak II wojna światowa czy Grudzień '70, przyszłość zawsze była celem, do którego zmierzano stawiając na rozwój, współpracę i nowoczesność.
"Rok 2026 nie jest zwykłym rokiem. To moment, w którym Gdynia kończy sto lat, a my wszyscy stajemy przed pytaniem, czy potrafimy ten czas przeżyć naprawdę, czy tylko go odświętnie "odhaczyć".
To nie jubileuszowy obrazek, nie scena, nie festyn i nie okolicznościowe hasło tworzą miasto. One mogą być tłem, ale nigdy sensem. Sens rodzi się głębiej tam, gdzie pamięć spotyka się z odpowiedzialnością, a historia z przyszłością.
Żeby zobaczyć Gdynię w całej jej prawdzie, nie wystarczy spojrzeć na nią własnymi oczami. Trzeba spróbować zobaczyć ją oczami tysięcy mieszkańców tych, którzy są tu dziś, i tych, którzy byli tu zanim ktokolwiek mówił o jubileuszach. Tych, którzy stawiali pierwsze mury w miejscu, gdzie wcześniej była tylko wiara, odwaga i morze. Tych, którzy wiedzieli, że to miasto nie powstaje dla jednego pokolenia, ale na pokolenia.
Gdynia była budowana w czasach, gdy wybory nie były łatwe, a przyszłość niepewna. Gdy wolność nie była słowem, lecz marzeniem, za które się płaciło. I właśnie wtedy rodziła się prawdziwa otwartość, nie ta deklarowana, ale ta przeżywana. Otwartość na drugiego człowieka, na odpowiedzialność, na ciężar decyzji, które miały znaczenie daleko poza jeden dzień czy jedną kadencję.
Dziś łatwo mówić o otwartości w kategoriach sporów i etykiet. Trudniej pamiętać, że w historii Gdyni oznaczała ona gotowość do ryzyka, do wspólnego wysiłku, do patrzenia dalej niż własny interes. Oznaczała wiarę, że miasto jest wspólnotą, a nie tylko sumą adresów.
Gdynia nigdy nie była wyłącznie miejscem. Dla wielu z nas jest czymś znacznie głębszym: jest domem. Domem, który się pamięta nawet wtedy, gdy jest się daleko. Domem, o który się martwi. Domem, za który bierze się odpowiedzialność nie dlatego, że trzeba, ale dlatego, że się chce.
Jeśli setne urodziny Gdyni mają mieć sens, niech będą chwilą uczciwego zatrzymania. Chwilą, w której zapytamy samych siebie, czy potrafimy myśleć o mieście tak, jak myśleli o nim ci, którzy budowali je bez gwarancji sukcesu. Czy potrafimy patrzeć na Gdynię nie tylko przez pryzmat teraźniejszości, ale także przyszłych pokoleń, które kiedyś nazwą ją swoim domem.
Prawdziwa duma z Gdyni nie rodzi się z fajerwerków. Rodzi się z pamięci, z odwagi i z odpowiedzialności. Z przekonania, że Gdynia to coś więcej niż miasto, w którym żyjemy.
To miasto, które nosimy w sobie i za które jesteśmy współodpowiedzialni.
Kocham Gdynię" - przedstawił Jakub Ubych.
0 0
Ostatnie 25 lat świadczyło o czym innym.
I przestań Pan z tą dumą...
Dumnym można być z wyników, a tych miasto nie ma.