"Kilka dni temu pojawiły się pojemniki, 30 w skali miasta. Koszt ponad 50 000 zł (o tym rzeczach pisałem). Argumentem na wykup usługi przez miasto - ciągły monitoring m.in.: przepełnienia." - przypomina Jakub Ubych, radny miasta Gdyni.
Oddzielną sprawą jest kwestia przeznaczenia nowych (starych) pojemników. Nadal mieszkańcy nie mają w co wrzucać odzież nienadającą się do ponownego używania, a po to pojawiły się nowe (stare) pojemniki na gdyńskich ulicach.
Władze miasta jakby miały problem z myśleniem i zrozumieniem, że dla Gdynian ważne jest również to gdzie będą wyrzucać zniszczoną odzież, starą podartą pościel, szmaty, zabrudzone części ubioru. Na przykład kombinezony używane do robót budowlanych czy przez spawaczy. Tego nie da się uprać i przekazać komuś do używania.
Pomysł 30 pojemników nie dość, że jest kroplą w morzu potrzeb, to kompletnie jest nietrafionym wydatkiem, który już można traktować jako niegospodarność!
"Zatem nawet w pierwszych dniach nie wyszło - pełne były już przedwczoraj, a to co się dzieje dalej ... to raczej znany nam scenariusz.
Co do odpadającej farby i naklejek to inna sprawa... Jak dostałem zgłoszenia to aż trudno było uwierzyć - pojechałem w te miejsca." - dodaje radny Ubych.
O tym, że polityka śmieciowa w Gdyni dla obecnej władzy zaczyna stanowić nie lada problem, już nikogo przekonywać nie trzeba.
Kuriozalnym potwierdzeniem jest to, że najpierw daje się prezesowi Ekodoliny podwyżkę wynagrodzenia o 10 tysięcy złotych, a potem uchwala podwyżkę opłat za odbiór śmieci, za co oczywiście płacić będą mieszkańcy.
Nowe (stare) pojemniki na tekstylia są raczej powodem do wstydu niż jakiekolwiek chwalenie się. Pokazuję, że obecna władza liczy w swoich działaniach na "wsparcie z odzysku".
Na nic nowego, kreatywnego i twórczego obecnej władzy nie stać!
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz