Zamknij

Pękła lina podczas skoku na bungee. Sąd w Gdyni ogłosił wyrok

21:49, 29.12.2022 Aktualizacja: 21:56, 29.12.2022
Skomentuj

Sąd Rejonowy w Gdyni w środę skazał na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata instruktora Krzysztofa M. za wypadek, do którego doszło trzy lata temu podczas skoku na bungee w Gdyni. Po pęknięciu liny skaczący spadł na skokochron i doznał m.in. licznych złamań kręgosłupa.

Zdarzenie miało miejsce 21 lipca 2019 roku w Gdyni na terenie Parku Europy.

W trakcie skoku doszło do zerwania liny. Pokrzywdzony mężczyzna spadł z wysokości kilkunastu metrów na skokochron. Z obrażeniami ciała został przewieziony do szpitala.

Doznał wielomiejscowego urazu, w tym licznych złamań kręgosłupa oraz wstrząśnienia mózgu. Jak wynika z opinii sądowo – lekarskiej, uraz ten narażał pokrzywdzonego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i spowodowała długotrwałą chorobę.

W Sądzie Rejonowym w Gdyni zapadł wyrok w sprawie skoku na bungee sprzed trzech lat, w trakcie którego pokrzywdzony Krzysztof W. spadł z wysokości kilkunastu metrów na skokochron.

W sądzie nie pojawił się oskarżony Krzysztof M. Nie było również jego pełnomocnika.

Sędzia Maciej Potyrała odczytując wyrok wskazywał, że wymierzając karę roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata sąd brał pod uwagę, że 57-letni instruktor Krzysztof M. jest osobą niekaraną, a „w ocenie sądu brak jest przesłanek do orzeczenia bezwzględnej kary pozbawienia wolności”.

Uszkodzenia liny były widoczne

W uzasadnieniu sędzia podkreślił, że przyczyną przerwania liny 21 lipca 2019 roku, w trakcie skoku na bungee, było „zbyt słabe mocowanie liny do kauszy, który stanowił zakończenie liny i wiązał linę z ramieniem dźwigu, z którego wykonywano skoki”.

Ponadto, jak wskazywał sędzia Potyrała, „przerwanie mocowania było konsekwencją uszkodzeń, jakich doznała lina podczas eksploatacji”. 

W uzasadnieniu sędzia podkreślił, że zdaniem biegłych „uszkodzenia liny były widoczne i możliwe do zdiagnozowania jeszcze przed wykonaniem skoku przez pokrzywdzonego”.

Dodał, że osobą odpowiedzialną za narażenie pokrzywdzonego Krzysztofa W. na niebezpieczeństwo utraty życia i uszczerbku na zdrowiu był oskarżony Krzysztof M.

– Odpowiadał za organizację skoków, za sprzęt i bezpieczeństwo – uzasadniał sędzia.

Linę użyto 130 razy

Wskazywał również, że jako osoba odpowiedzialna oskarżony był obowiązany do monitorowania stanu liny, na której wykonywane były skoki. – Ta kontrola stanu liny powinna polegać na kontroli całego przebiegu liny, a w szczególności zakończeń liny, które są poddawane dużym przeciążeniom i tej kontroli po stronie oskarżonego zabrakło – stwierdził sędzia.

W uzasadnieniu sędzia podkreślił, że biegli wskazali, że uszkodzenia liny, które skutkowały jej przerwaniem, musiały istnieć i być widoczne co najmniej po oddaniu skoku poprzedzającego ten, który wykonywał pokrzywdzony Krzysztof W.

– Gdyby oskarżony dokonał prawidłowego oglądu liny, zapoznał się z jej stanem przed oddaniem skoku przez Krzysztofa W., mógłby zauważyć to uszkodzenie i wyeliminować linę z użycia, co zapobiegłoby zaistnieniu tego wypadku – uzasadniał. 

Dodał, że w trakcie przesłuchania oskarżony wyjaśniał, że lina była użyta co najmniej 130 razy przed skokiem pokrzywdzonego.

Prokurator Prokuratury Rejonowej Małgorzata Gebel stwierdziła, że wyrok jest zgodny z oczekiwaniami prokuratury. – To jest kara adekwatna, ponieważ jest to przypadek bardzo nietypowy – oceniła.

Warunki bezpieczeństwa

Instruktorowi skoków na bungee prokuratura postawiła również zarzut nieumyślnego narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu 8 osób, które wykonały tego dnia skoki przed skokiem Krzysztofa W.

Sąd wskazał że nie można przypisać oskarżonemu nieprawidłowości polegających na tym, że stworzył linę, która nie posiadała certyfikatu nośności, gdyż w polskim systemie prawa „brak jest przepisów, które regulowałyby skoki na bungee i warunki, jakie musi odpowiadać lina wykorzystywana do skoków”.

Do tego odniosła się również prokurator Gebel, która podkreśliła, że wyrok jest bardzo istotnym sygnałem zwłaszcza w stosunku do środowiska zajmującego się organizacją skoków. – Jest jakimś przyczynkiem do tego, żeby podjąć działania, które będą miały na celu standaryzację, normalizację i zapewnią maksymalne warunki bezpieczeństwa – oceniła.

Do wypadku doszło w lipcu 2019 roku w Gdyni w Parku Europy. Mężczyzna skakał z wysięgnika na wysokości ok. 90 metrów.

W trakcie skoku doszło do zerwania liny. Pokrzywdzony mężczyzna spadł z wysokości kilkunastu metrów na skokochron. Z obrażeniami został przewieziony do szpitala. Doznał wielomiejscowego urazu, w tym licznych złamań kręgosłupa oraz wstrząśnienia mózgu.

Z opinii sądowo-lekarskiej wynikało, że uraz ten narażał pokrzywdzonego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i spowodował długotrwałą chorobę.

Prokuratura ustaliła, że w tracie skoku doszło do pęknięcia liny. Części nici liny oplatających kauszę wysunęła się, co spowodowało przeciążenie i przerwane pozostałych.

Wyrok Sądu Rejonowego w Gdyni jest nieprawomocny. 

(PAP)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarz(0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%