O Festiwalu Open'er i "wykorzystywaniu" Gdyni powiedziano i napisano już wiele. Od lat władze Gdyni nie potrafią uporać się na przykład z tańszymi biletami / karnetami dla mieszkańców miasta, np. posiadających kartę mieszkańca). Nikt nie przedstawił również realnych zysków dla gdyńskich hoteli, restauracji, sklepów, które miałyby wpływać do kas od uczestników festiwalu.
Jednak rok 2026 jest szczególny i wyjątkowy. To setne urodziny Gdyni. I właśnie z tej okazji władze miasta powinny podejść z większym pietyzmem do zbudowania rocznicy również w relacjach z organizatorami festiwalu.
Zresztą "wybitniasty kumitet" patronujący 100 leciu wiele mówił o "udziale" Open'era w urodzinach. A wyszło jak zwykle, czyli obecne władze nie dowiozły tematów do końca. Zresztą jak w wielu innych przypadkach.
"Wiecie, co najbardziej boli w tej historii? Nie to, że Gdynia wydała prawie cztery miliony złotych na Open'era. Najbardziej boli to, że za te pieniądze nie kupiła sobie nawet chwili uwagi dla własnego stulecia.
Problemem nigdy nie były pieniądze. Od lat problemem jest to, że Gdynia dostaje do ręki świetne karty, ale za każdym razem zapomina, że w tę grę trzeba jeszcze zagrać.
Od miesięcy słyszymy o wyjątkowym charakterze obchodów 100-lecia miasta. Miało być z rozmachem, miało być tak, żeby o Gdyni mówiła cała Polska. Tymczasem coraz częściej mam wrażenie, że kolejne wydarzenia funkcjonują obok siebie, zamiast opowiadać jedną historię. A przecież taka okazja zdarza się raz, dosłownie raz na sto lat!
Właśnie dlatego, oglądając relacje z tegorocznego Open'era, miałem nieodparte wrażenie, że ktoś właśnie zamknął przed Gdynią drzwi, które same się przed nią otworzyły. Żeby była jasność - nie mam pretensji do organizatorów festiwalu. Wręcz przeciwnie, Open'er jest jedną z najlepszych marek, jakie kiedykolwiek pojawiły się w naszym mieście. Przez kilka dni oczy całej Polski skierowane są właśnie na Gdynię. Trudno wyobrazić sobie lepszą okazję do promocji.
Tym bardziej trudno mi zrozumieć, że przy wydarzeniu, do którego miasto dołożyło blisko 4 miliony złotych, praktycznie nie wykorzystano faktu, że odbywało się ono w roku 100-lecia Gdyni.
Wiecie, kiedy naprawdę uświadomiłem sobie skalę tej zmarnowanej szansy? Nie podczas relacji z pierwszego dnia koncertów, nie wtedy gdy oglądałem zdjęcia w mediach społecznościowch. Dopiero wtedy, gdy zobaczyłem fotografię festiwalowej opaski. Dla większości ludzi to zwykły identyfikator, dla marketingowca - nośnik emocji, którego nie da się kupić żadną kampanią reklamową. Tysiące uczestników noszą takie opaski jeszcze długo po zakończeniu festiwalu.
I wtedy pomyślałem... Dlaczego obok logo Open'era nie znalazło się logo 100-lecia Gdyni? Naprawdę nikt nie wpadł na tak prosty pomysł?
To tylko jeden z przykładów, dlaczego uważam, że Gdynia nie przegrała z brakiem pieniędzy. Przegrała z brakiem wyobraźni." - podkreślił Musiał.
* * *
Więcej:
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu dziendobrypomorze.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz