Paweł Musiał zabrał głos w sprawie kina Fala. W swoim felietonie przywołał rozsądek. Jednak po spotkaniu mieszkańców Grabówka z przedstawicielami władz Gdyni zestawiając z nimi rozsądek dokonać można potężnej nadinterpretacji. To, co od dwóch lat dzieje się w mieście w żaden sposób nie da się klasyfikować zdroworozsądkowo.
Nie da zestawić się zdrowego rozsądku z postawą obecnych władz Gdyni. Zamiast wsłuchiwać się w głos mieszkańców poruszają się w jakiejś alternatywnych irracjonalnej przestrzeni, która w żaden sposób nie oddaje wartości, na których opierali się budowniczy miasta. Za to trwa w najlepsze wymazywanie przeszłości i ludzi, którzy ją tworzyli i są autorami sukcesów miasta.
Żadnej wizji, żadnego planu, żadnego rzeczywistego dialogu z mieszkańcami. Przede wszystkim jednak totalny brak wywiązania się z obietnic wyborczych. Za to mamy likwidację miejsc parkingowych i linii komunikacji miejskiej, próbę wycięcia lasu na Oksywiu, brak budowy dróg na Kaczych Bukach i Pogórzu, "bańkę" na diagnozę budowy kolejki linowej, trampki, wiertarki, bale, rauty, śniadania i wojaże zagraniczne (m.in. na Tajwan i do Cannes), podwyżki dla prezesów, drastyczny rozrost administracji, awantury w spółkach komunalnych i malowane kamienie...
Tego doskonałym przykładem jest podejście władz Gdyni do kultowego kina Fala. Na spotkaniu dyrektor Bzdęga (specjalnie dla niego utworzono stanowisko w Urzędzie Miasta i choć został radny, to łamiąc deklaracje Koalicji Obywatelskiej zrezygnował z mandatu i poszedł w dyrektory za dużo lepsze pieniądze!), próbował manipulacji i zamiast dyskutować o budynku po kinie Fala męczył zebranych opowieściami o toaletach.
Jednak społeczność Grabówka broni swojego pomysłu. Znakomicie opisał to Paweł Musiał.
"Są takie miejsca, które znikają z mapy szybciej niż zdążymy się zorientować, że były nam naprawdę potrzebne. Są takie, które nawet w stanie „do remontu” dalej mają w sobie potencjał większy niż połowa nowych inwestycji razem wziętych. Dla mnie takim miejscem jest dawne kino Fala na Grabówku.
Nie chodzi o sentyment. Chodzi o zdrowy rozsądek. Po pierwsze, mieszkańcy już powiedzieli, czego chcą. Ponad tysiąc podpisów pod petycją to nie jest „garstka aktywistów”, tylko konkretny sygnał - ludzie widzą tam przestrzeń dla siebie. Jeśli społeczność sama wskazuje kierunek, to rolą miasta nie jest udawać, że tego nie słyszy, tylko mądrze to wykorzystać.
Po drugie, spójrzmy na mapę. Wzdłuż ul. Morskiej, od Węzła Żołnierzy Wyklętych do ul. Warszawskiej, nie ma dziś miejsca, które łączyłoby ludzi. Takiego, gdzie młodzież może wpaść po szkole, a seniorzy przyjść na spotkanie czy zajęcia. Nie ma „Przystani Sąsiedzkiej”, czyli czegoś, co w innych częściach miasta już działa.
Po trzecie, mamy rzadką sytuację, ten budynek jest dziś na sprzedaż razem z działką. I co ważne, koszt jak na tę lokalizację, nie jest kosmiczny. To nie jest inwestycja z kategorii „marzenie ściętej głowy”, tylko realna decyzja do podjęcia tu i teraz.
Po czwarte – miasto już to robiło i wie, jak to się robi dobrze. Przykład? Zakup budynku przy ul. Jana z Kolna i stworzenie tam Konsulatu Kultury. Dziś to jedno z tych miejsc, które żyją i przyciągają ludzi. Czyli da się, i to z bardzo dobrym efektem.
Przypomnę także, że obecne władze same mówiły w kampanii, że trzeba rozwijać sieć Przystani Sąsiedzkich. No to mamy gotowy punkt na mapie. Budynek jest. Lokalizacja jest. Potrzeba jest. Trudno o bardziej oczywiste „tu i teraz”. Lokalizacja jest rewelacyjna - środek osi ul. Morskiej, świetnie skomunikowana, dostępna zarówno dla mieszkańców Grabówka, Leszczynek czy Działek Leśnych, jak i osób przejeżdżających przez tę część miasta. To nie jest miejsce „na uboczu”, tylko dokładnie tam, gdzie ludzie już są.
I teraz najważniejsze pytanie: co właściwie mogłoby tam jeszcze powstać, oprócz miejsca spotkań? Pomyślałem o sali tanecznej i scenie dla pobliskiego MDK – bo dzieciaki i młodzież już są, tylko nie zawsze mają gdzie występować. Miejsce jest idealne dla siedziby Rady Dzielnicy czy funkcjonowania klubu seniora. Jedno miejsce, kilka funkcji. Życie od rana do wieczora. To nie jest tylko budynek. To kawał wspólnej pamięci tej dzielnicy.
Tyle optymizmu, teraz trochę zejdźmy na ziemię. Inicjatorem zachowania obiektu jest Rada Dzielnicy Grabówek, która od ponad roku próbują zainteresować miasto tym obiektem. I co? I odbijają się od ściany, głównie przez brak jakiegokolwiek zaangażowania urzędników. Szkoda. Może jednak coś się jednak ruszy, bo już nie raz mieszkańcy i społecznicy pokazali, że presja mieszkańców ma sens i temat „nie do zignorowania” zmuszały do działania (zachowanie lasu na Oksywiu czy ostatnio temat dróg na Kaczych Bukach). Może i tutaj ktoś w końcu uzna, że warto usiąść do stołu zamiast chować głowę w piasek?
Kino Fala zaczęło działać w 1945 roku, w budynku po przedwojennym kinie Zorza, które funkcjonowało już w latach 30. i zostało otwarte w 1938 roku przez inżyniera Gwidona Sokołowskiego. Było to piąte co do wielkości kino w Gdyni. Na początku miało 295 twardych krzesełek – z czasem, wraz z rozwojem technologii, miejsc było mniej, ale standard rósł. Kino brało też udział w wydarzeniach towarzyszących Festiwalowi Filmów Fabularnych w Gdyni. Zamknięto je w 2000 roku. Od tego czasu budynek pełnił głównie funkcję magazynu. Trochę smutny finał jak na miejsce z taką historią." - czytamy w felietonie Musiała.
* * *
Biorąc pod uwagę postawę władz Gdyni trzeba zastanowić się z czym mamy do czynienia - z ogromną niekompetencją czy jakimś tajemniczym szkodliwym dla miasta działaniem?
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu dziendobrypomorze.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz