"Czy ktoś próbował sprawdzić na ile gotowe są miejscowości turystyczne na nadchodzący sezon?
Ja sprawdziłam sytuację w Gdyni. Będzie ... butelkowo!" - oznajmia Iwona Kurecka z gdyńskiej Nowej Nadziei.
Dbanie o środowisko w dzisiejszych czasach to bardzo ważne wyzwania, a przede wszystkim konieczność. Co rusz przedstawiane raporty informują nas o setkach, jak nie tysiącach, ton śmieci zalegających lasy, jeziora, rzeki i Bałtyk. Dlatego ważne jest, by państwo i samorządy odpowiednio przygotowały możliwości składowania odpadów.
Dziś największymi problemami jest zbiórka zużytych tekstyliów i plastikowych butelek (opakowań). Tym drugim przyjrzała się właśnie Iwona Kurecka z Konfederacji.
"Istotnym elementem życia w Gdyni w sezonie wiosenno-letnim jest prężnie rozwijająca się turystyka. Co roku tysiące gości z kraju i zagranicy przyjeżdża nad Bałtyk, by cieszyć się relaksem. Nikomu nie trzeba przypominać o potrzebie nawadniania organizmu, dlatego postanowiłam sprawdzić na własne oczy, czy Gdynia jest przygotowana na lawinę plastikowych butelek. Ku niewielkiemu zaskoczeniu, odpowiedź brzmi: zdecydowanie nie.
W centrum miasta nieliczne sklepy wielkopowierzchniowe oferują równie skromną liczbę pojemników na zużyte butelki. Część mniejszych sklepików przyjmuje je przy kasie, ale w szczycie sezonu wątpliwe, by właściciele zatłoczonych lokali marnowali cenne miejsce na worki ze śmieciami, czy kazali z ich powodu klientom czekać w jeszcze dłuższych kolejkach. Minister Henning-Kloska i jej zwolennicy wychwalają ideę "spacerów z plastikowymi butelkami", ale to czysta fanatyczna teoria. Mój eksperyment z tego tygodnia – symulujący taki spacer z perspektywy turysty – zakończył się całkowitą klapą. Pognieciona butelka, którą sklep przyjąłby bez problemu, nie miała szans z butelkomatem: po pokonaniu sporego dystansu znalazłam jeden pełny pojemnik i drugi niesprawny. Nietrudno wyobrazić sobie frustrację letników w podobnej sytuacji.
O ile sama koncepcja recyklingu zużytych opakowań wydaje się rozsądna, o tyle praktyka – jak zwykle – kuleje na obu nogach." - podkreśla Kurecka.
Ilość punktów odbioru butelek plastikowych nie jest porażająca. Może oznaczać to jedynie, że miasto w sezonie znów zostanie "zasypane" PETami z plastiku. To nie jest aż tak straszne, bo służby miejskiej wcześniej czy później posprzątają. Dużo gorzej będzie jak porzucone butelki trafią do zatoki albo okolicznych lasów.
foto MatthewGollop / pixabay.com
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu dziendobrypomorze.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz