W Redzie atmosfera w relacjach mieszkańcy - władza zbliża się do wrzenia (w Radzie Miejskiej już do szło do wielkiej zmiany - o tym w kolejnym materiale). Na nic zdadzą się zabiegi marketingowe przedstawiające potencjalne inwestycje. Tym bardziej, kiedy sąsiednia Rumia deklasuje Redę i to o kilkanaście okrążeń!
Marcin Ruszczyk cytując post Redy na Radarze proponuje czytelnikom podejście do charakterystyki samorządy z pozycji bajki.
Powszechnie wiadomo, że bajki nie są prawdziwe, ale płynący z nich morał potrafi być bajecznie prawdziwy. Bajają politycy, włodarze miast i wsi, prezydenci i burmistrzowie, tylko z morałem u nich bywa różnie, że o moralności nie wspomnę.
Dawno, dawno temu, choć nie tak dawno, aby nie pamiętać kiedy, za pięcioma górami, trzema potokami i lasem (żeby nie było, że plagiat), w krainie problemów śmieciowych, śnieżnych (jeszcze jakiś wyraz na „ś” by się przydał - o, już mam) i ściemy powszechnie panującej, na redzie małego miasta zakotwiczył amarylkowaty Narcyz. Otoczywszy się świtą drobnych (bardziej lub mniej) Stokrotek postanowił bezwarunkowo uwierzyć we własną wyjątkowość. Dobrze im razem było ze sobą (choć amarylkowi oczywiście bardziej) we własnym kręgu, niczym w tajemniczym ogrodzie nie wiedzieć dlaczego zwanym „deszczowym”, choć może ma to związek z prof. Baltazarem Gąbką. Ale innym już z nimi tak dobrze to nie było.
Narcyz jak to narcyz rósł sobie spokojnie, codziennie wyciągając łodyżki ku słońcu pomrukiwał na otoczenie okazując własne niezadowolenie. Biedne (choć niekoniecznie wszystkie) Stokrotki nie mogąc rozwinąć się w jego cieniu, rytmicznie poruszały główkami, tak trochę w lewo, a trochę w prawo. Nikt nie wiedział czy w ten sposób okazują należny mu podziw, czy też ze zdziwienia, a może i z troski o swój stokrotny los. I choć jego cień bezpardonowo rzucany pod łodyżki Stokrotek coraz bardziej przesłaniał im życiodajne słońce, to po stokroć się zastanawiały, jak mu sprawić jeszcze większą przyjemność, wesprzeć lekko więdnącą postać, by zyskać choćby okruchy jego zainteresowania.
Z czasem Stokrotki nie bacząc na odnoszone rany, ostre kolce dzikiej róży i parzydełka pokrzywek w szaleństwie rywalizacji prześcigały się w pomysłach jak zwrócić na siebie jego uwagę, jak zasłużyć na jedno (a może dwa?) dobre słowo amarylka. Niejednokrotnie galopując na ośle(p) nie zauważały, że gubią bezpowrotnie swoje kruche płatki. Z czasem coraz bardziej pochylały się ku ziemi, coraz trudniej przychodziło im odzyskać młodzieńczą werwę i postawę, która dawała szansę na słoneczne, życiodajne promyki. Chwilami (choć przyznam, że nader rzadko) gdy w ciszy odosobnienia, spoglądając w lustro prawdy docierały do nich myśli nieuczesane przez Narcyza, przeżywały chwile niepewności i zwątpienia. Z niemałym trudem dostrzegły pewnego dnia, iż rozrastający się Narcyz pozbawia ich dostępu także do wody.
Ten jednak nie zwracał uwagi na lichy los Stokrotek. Zajęty zapraszaniem na swoje listki i płatki nowych i starych przyjaciół, kolesiów i towarzyszy (KO)doli, którym uchylał pełny miodu kwiatostan, brylował w świecie nieświadomości i wyjątkowego braku empatii. Stokrotki początkowo obserwowały te zaloty i kontredanse z lekkim zażenowaniem i zdziwieniem, ale późno (zbyt późno?) zrozumiały (jak to u stokrotek bywa), że są bezRadne i że nie pozostaje im nic innego, jak czcić i pielęgnować Narcyza i liczyć na jego wspaniałomyślność.
Dla zachęty zalotnie co rusz przebierały się w różne kolorki, a to na niebiesko, a to na czerwono, a to znów na biało. Próżne i daremne były te starania, bo nieszczęsne nie wiedziały, że Narcyz od dzieciństwa pozostawał daltonistą. I tak sobie trwały Stokrotki z Narcyzem, aż przyszedł i powiał wicher (a może wiatr historii), który osłabione brakiem słońca, nienawodnione Stokrotki położył pokotem tworząc z nich naturalną ściółkę i odżywkę dla amarylka.
A Narcyz - jak to narcyz lekko się ugiął, troszkę zawirował, niedbale się otrzepał, podrapał tu i ówdzie, skłonił komu trzeba i przetrwał. Bacznie rozejrzał się po okolicy szukając nowych Stokrotek, bo przecież nowa ściółka będzie wkrótce potrzebna.
Szczęśliwy i zrelaksowany wystawił listki ku słońcu, ziewnął, pogładził łodyżkę i półgębkiem szpetnie zaklął na mrówki co go oblazły i ustawicznie zakłócają spokój i równowagę ducha.
Może to było dawno, dawno temu, a może nie było i dopiero będzie?
* * *
I zapewne nie trzeba się za bardzo wysilać umysłowo, żeby tych podobieństw znaleźć bardzo dużo. W każdym razie, biorąc pod uwagę kwestie wynikające z biologii - i Narcyz kiedyś więdnie, przestaje zachwycać płatkami kwiatu, a potem schnie, by zwolnić miejsce kolejnym...
foto ZenAga / pixabay.com
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu dziendobrypomorze.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz