W Stacji Morskiej im. prof. Krzysztofa Skóry Uniwersytetu Gdańskiego w Helu rozpoczął się kolejny sezon ratowania foczych szczeniąt. Biolożka morza dr Iwona Pawliczka opowiedziała PAP o opiece nad małymi fokami i wyjaśniła, dlaczego foki są kluczowe dla ekosystemu Bałtyku.
PAP: W Helu rozpoczął się właśnie kolejny sezon ratowania foczych szczeniąt. Co to oznacza w praktyce?
Dr Iwona Pawliczka: To moment w roku, kiedy do naszego „foczego szpitalika” trafiają pierwsze młode foki szare, które zbyt wcześnie straciły kontakt z matkami. Takie maluchy mają jeszcze charakterystyczne białe futro, tzw. lanugo. Pierwszym tegorocznym pacjentem jest samiec Irek, przywieziony z Ustki. To maleństwo. Ważył około 17 kg i był odwodniony.
PAP: Jak wygląda dzieciństwo foki?
I.P.: Szczenięta fok szarych pierwsze tygodnie życia spędzają na lodzie lub na lądzie z matką. Ich jedynym pożywieniem jest jej mleko – niezwykle tłuste, zawierające nawet do 50 proc. tłuszczu. Musi ono zapewnić młodej foce ogromny zapas energii, który pozwoli jej przetrwać kolejne tygodnie życia.
Po około trzech tygodniach matka opuszcza młode. Jeśli wszystko przebiegło prawidłowo, maluch jest wtedy bardzo dobrze odżywiony – wręcz tak tłusty, że przez pewien czas niemal nie jest w stanie się poruszać. Dopiero po kolejnych tygodniach, kiedy nieco schudnie, zaczyna odczuwać głód i instynktownie wchodzi do wody, ucząc się samodzielnego polowania.
PAP: Jaką rolę pełni to białe futerko?
I.P.: To bardzo ważny element w pierwszych tygodniach życia. Białe futro – lanugo – działa jak kamuflaż dla fok rodzących się na lodzie, a także jako naturalna izolacja termiczna, chroni młode przed wychłodzeniem na zimnym podłożu. Jednocześnie sygnalizuje, że to jeszcze bardzo młode zwierzę, które powinno pozostawać na lądzie.
Dopiero po kilku tygodniach szczenięta linieją i tracą białe futro. Wtedy pojawia się właściwa, wodoodporna sierść. Dopiero w tym momencie młoda foka jest gotowa, by zacząć regularnie wchodzić do wody.
PAP: Jak szybko rośnie taka foka?
I.P.: Bardzo szybko. Z naszych obserwacji wynika, że młode potrafią przybierać nawet około 2,5 kg dziennie. Po trzech tygodniach mogą ważyć już 50–60 kg.
PAP: A jak ludzie odkarmiają młode, które straciły matkę?
I.P.: To zawsze ogromne wyzwanie. W pierwszych dniach pobytu w naszym ośrodku podajemy tzw. owsiankę rybną – specjalnie przygotowaną mieszankę ryb, tranu, witamin i mikroelementów. Karmienie odbywa się kilka razy dziennie przez sondę.
Z czasem przechodzimy na dietę opartą na rybach i uczymy młodą fokę samodzielnego pobierania pokarmu. Cała rehabilitacja ma jeden cel – przygotować zwierzę do życia w naturze.
PAP: Czy zdarzyło się pani szczególnie zapamiętać jakąś fokę?
I.P.: Tak, była taka historia. W fokarium urodziła się kiedyś samiczka, którą matka z nieznanych powodów odrzuciła. Zdecydowaliśmy się ją odchować. To było trochę jak opieka nad niemowlakiem – karmienie, przygotowywanie odpowiedniej mieszanki mlecznej, czuwanie nad jej zdrowiem.
Udało się ją wychować i wypuścić na wolność. Nazwaliśmy ją Depka, co w języku kaszubskim oznacza głębinkę na Zatoce Puckiej. Przez kilka lat mieszkała w okolicach Niechorza i stała się lokalną atrakcją. Ludzie przyjeżdżali specjalnie, żeby ją zobaczyć. Miała nawet swoich „opiekunów”, którzy pilnowali, żeby nikt jej nie przeszkadzał. Po kilku latach zniknęła – najprawdopodobniej wyruszyła na poszukiwanie partnera.
PAP: A jak wygląda życie rodzinne fok?
I.P.: Samice osiągają dojrzałość płciową zwykle w wieku około czterech lat, samce nieco później – najczęściej około sześciu lat.
Cykl życiowy fok jest dość prosty. Okres godowy przypada właściwie w tym samym czasie co porody. Kiedy samica urodzi młode i wciąż je jeszcze karmi, już w tym czasie może dojść do zapłodnienia. Po około trzech tygodniach opuszcza swoje młode i wraca do życia w morzu.
Ciąża trwa prawie rok, samica rodzi zazwyczaj jedno młode rocznie.
PAP: Foki mają naturalnych wrogów?
I.P.: Młode foki mogą paść ofiarą dużych drapieżnych ptaków, przede wszystkim bielika.
Natomiast dorosłe mają właściwie tylko jednego wroga – człowieka. Foki potrzebują zarówno morza, jak i lądu. Na plażach odpoczywają, rodzą młode i przechodzą okres linienia. Tymczasem człowiek coraz intensywniej wkracza w ich środowisko – poprzez turystykę, rybołówstwo czy budowę farm wiatrowych.
Problemem są też sieci rybackie, w które foki mogą się zaplątać.
PAP: Naukowcy mówią, że foki są „barometrami Bałtyku”.
I.P.: Bioindykatorami. Ich zdrowie odzwierciedla stan środowiska. Foki jako drapieżniki kumulują w organizmach zanieczyszczenia obecne w całym łańcuchu pokarmowym.
Drugi bałtycki ssak morski – morświn – jest tak rzadki, że trudno prowadzić na nim badania. Znajdowane osobniki są zazwyczaj w stanie rozkładu i nie pozwalają na pobranie materiału badawczego.
PAP: Jednym z najbardziej niezwykłych narządów fok są wibrysy, czyli ich wąsy.
I.P.: To ich podstawowy narząd zmysłów. Dzięki nim foki orientują się w wodzie i lokalizują zdobycz. Są niezwykle czułe – potrafią wykryć poruszającą się rybę nawet z odległości około 200 metrów.
PAP: Jak foki śpią?
I.P.: Na wiele sposobów. Mogą spać na plaży, ale także w wodzie – na powierzchni, w toni wodnej, a nawet na dnie. Zwykle co kilkanaście minut wynurzają się, żeby zaczerpnąć powietrza, i znów się zanurzają.
PAP: Co powinni zrobić turyści, którzy zobaczą fokę na plaży?
I.P.: Zachować dystans – co najmniej 30 metrów. Nie wolno jej dotykać ani płoszyć. To nie tylko nielegalne, gdyż wszystkie foki są pod ochroną, ale też niebezpieczne – i dla foki, która na lądzie szuka niezbędnego odpoczynku, i dla osoby szukającej z nią bezpośredniego kontaktu, bo foka w razie zagrożenia może ugryźć.
PAP: Kilkadziesiąt lat temu foki niemal zniknęły z Bałtyku.
I.P.: Tak. Dopiero w latach 80. XX w. wprowadzono zakaz polowań i rozpoczęto programy ochronne. Wcześniej populacja była na skraju wyginięcia – na całym Bałtyku pozostało zaledwie kilka tysięcy osobników. Ochrona była wspólną decyzją państw bałtyckich i przyniosła bardzo dobre efekty.
Trzeba jednak pamiętać, że w niektórych krajach skandynawskich – m.in. w Szwecji i Finlandii – ponownie dopuszczono polowania na foki, co budzi niepokój naukowców.
Dziś w Bałtyku żyje około 60 tys. fok. To ogromny sukces ochrony przyrody, ale jednocześnie przypomnienie, że populacja wciąż wymaga monitorowania i odpowiedzialnego zarządzania.
PAP: Jak się liczy foki i czy wiadomo, ile foczych szczeniąt dożywa dorosłości?
I.P.: Foki liczy się z powietrza, kiedyś z samolotów, dziś wykorzystujemy do tego drony – w czasie linienia fok robi się zdjęcia miejsc, gdzie te zwierzęta wylegają wtedy na ląd. Szacuje się, że śmiertelność szczeniąt w pierwszym miesiącu życia może wynosić nawet 20 proc., ale nie wiemy, ile z nich dożywa wieku dorosłego.
PAP: Jakie jest pani marzenie jako biolożki morza?
I.P.: Chciałabym, aby ludzie zrozumieli, że plaże nie należą wyłącznie do nas. Są domem wielu gatunków – fok, ptaków, bezkręgowców – i wszystkie tworzą harmonijnie funkcjonujący ekosystem. Jeśli nauczymy się z nimi współistnieć, Bałtyk będzie zdrowszy także dla nas.
Rozmawiała: Mira Suchodolska (PAP)
mir/ akar/
foto vladimircech / freepik.com
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu dziendobrypomorze.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz